20.05.2016

ENERGYLANDIA

 

Energylandia to największy Rodzinny Park Rozrywki w Polsce z ogromną ilością urządzeń i atrakcji, z których można korzystać wielokrotnie - w cenie biletu. Początkowo chciałam przełożyć nasz wyjazd na późniejszy termin - kiedy będzie funkcjonował już rollercoaster Formuła 1, ale teraz już wiem, jestem pewna, na 100%, a nawet 200%, że nawet gdyby mi dopłacano nie ma takiej siły, żebym kiedykolwiek dała się namówić na przejażdżkę - never! Co nie oznacza, że to koniec naszej przygody z Energylandią, co to to nie! Z ogromnymi uśmiechami na twarzy wspominamy nasz pobyt tam i planujemy kolejny wyjazd -  latem, kiedy będzie gotowy Water Park (dziewczyny przynajmniej raz w tygodniu pytają kiedy znowu tam pojedziemy).

Ale od początku.

Pobudka o godzinie 5.00. Wjazd o godzinie 7.00 - 30 minut później niż zaplanowaliśmy. Humory dopisują, słońce świeci, muza w radio gra, dzieci nie marudzą (dacie wiarę?!) lepiej być nie może. 3,5 godziny jazdy i o godzinie 10.30 parkujemy auto na ogromnym parkingu Energylandii.


Przed wyjazdem naczytałam się o niebotycznych kolejkach do kas i tu spotkała nas bardzo miła niespodzianka bo ... kolejek nie było właściwie w ogóle - nie wiem czy to taki dzień (przed komuniamii) czy taka godzina, ale po 10 minutach przekroczyliśmy bramki dziecięcego raju. Poprawka, nie tylko dziecięcego.

Przekroczyliśmy i ….. zaczęło się. Nie będę ukrywała, że początki były trudne, bo jak się okazało oczekiwania moich córek były zupełnie odmienne. Polka chciała jak najszybciej znaleźć się na rollercoasterze – wszystko jedno jakim, wszystko jedno gdzie, byleby powisieć głową do dołu.  Klara natomiast chciała natychmiast stać się posiadaczką półmetrowego Minionka, którego można było wygrać (teoretycznie można było wygrać, bo strącenie wieży z puszek woreczkami wypełnionymi watką (?) praktycznie było niemożliwe – bynajmniej dla nas). Tak więc w pierwszej kolejności musieliśmy wytłumaczyć Pietruszce, że korzystanie z atrakcji znajdujących się w parku z ogromnym Minionkiem pod pachą (wtedy jeszcze oczywiste dla nas było, że Minionek będzie jej – niestety po kilku nieudanych próbach w końcu poddaliśmy się)  nie będzie najwygodniejsze. To samo co dotyczyło się Minionka, tyczyło się też moich dwóch aparatów fotograficznych, które bardzo szybko znalazły się z powrotem w samochodzie, a ja ograniczyłam nasz bagaż podręczny do tego co niezbędne czyli: woda, chusteczki i oczywiście telefon. Po ogarnięciu kwestii organizacyjnych, po przeprowadzeniu kilku poważnych i mniej poważnych rozmów, ustaleniu pewnych zasad gotowi byliśmy do zabawy. Szybki rzut oka na to co nas otacza i tu muszę Wam powiedzieć, że Park zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Bardzo duży, zadbany i bardzo dobrze urządzony teren z restauracjami i wyjątkowo przyjemnymi i czystymi (!) toaletami. Podzielony jest na 3 strefy (przy wejściu otrzymacie mapę, dzięki której bez problemu znajdziecie interesujące Was miejsca): dla najmłodszych, familijną i ekstremalną (ekstremalna dla mega odważnych i mega szalonych ludzi) – łącznie ok. 60 różnych atrakcji. Fajne jest to, że przed każdym urządzeniem znajdziemy tablicę informacyjną, z której dowiemy się kto może z niego korzystać – w większości przypadków są to dzieci już od 4 r ż. przy czym musi zostać spełnione kryterium wzrostu min. 120 cm., jeśli dziecku brakuje centymetrów z urządzenia może korzystać pod opieką dorosłego.

My tak naprawdę mogliśmy korzystać ze wszystkiego (wyłączając strefę ekstremalną) jednak tak naprawdę nie na wszystkie atrakcje gotowe są nasze dzieci, bynajmniej Klara nie była gotowa na wszystkie, o czym przekonałam się korzystając z rollercoastera Dragon. Na Dragona mieliśmy iść wszyscy czworo, jednak po odstaniu swojego w kolejce okazało się, że Klara nie jest zainteresowana. Próbowaliśmy ją namówić, ale ona uparła się że NIE i już. Boże. Boże jaka ja byłam szczęśliwa po powrocie na ziemię, że jednak nie udało nam się jej namówić na tą „przejażdżkę”. Dlatego mimo, że dziecko spełnia kryteria i pod opieką dorosłego z urządzenia mogłoby skorzystać, jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości proponuję Wam pierwszą przejażdżkę ze starszym dzieckiem, a dopiero ewentualnie drugą z młodszą pociechą, jeśli uznacie, że to jest coś dla niego.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Polki w pierwszej kolejności ustawiliśmy się w kolejce prowadzącej do znajdującego się w strefie dla najmłodszych rollercoastera o bardzo wdzięcznej nazwie Energuś. Zadowolona, spokojna i wyluzowana - bo to przecież Energuś! - usadowiłam się w jednym z ośmiu wagoników – w parze z Klarą – Energuś ruszył, a ja zapomniałam jak się nazywam. Zerknęłam tylko na Klarę, która z naturalnie bladej zrobiła się prześwitująca i pomyślałam OMG! Klara zaniemówiła, natomiast z tyłu dochodziły do mnie okrzyki Poli, w stylu: jeaaaa, jupiiii i huraaaa!, ale ona jest z tych szalonych, więc nie ma co się dziwić. Na przejażdżkę wznoszącym się na 13 metrów Energusiem Pola wróciła jeszcze raz, z samym tatusiem.




Żeby złapać oddech i dojść do siebie skierowaliśmy się w kierunku pięknej, dwupoziomowej Karuzeli Bajkowej Sisi. 








Później jeszcze były: karuzela „Super Pompa” – w skrócie strzelanie wodą do niby ognia


 

Znane wszystkim WRC Auto Zderzaki i Karuzela Latające Huśtawki – dla dużych i małych, Klara ciągle chciała do niej wracać, a jak już zasiadła to zaliczała podwójną rundkę.







Kolejny hit znajdujący się w strefie dla najmłodszych, zaliczany wielokrotnie tego dnia to zjeżdżalnia Arctic Fun.







To tyle jeśli chodzi o strefę dla najmłodszych. Oczywiście urządzeń dla maluchów było o wiele, wiele więcej, jednak były one poza kręgiem zainteresowań moich córek.

Frutti Loop Coaster – witajcie w strefie familijnej – bardzo sympatyczna, kolejka górska – jedyna na której bez obaw sięgnęłam po telefon w celu zrobienia kilku zdjęć.   Nie za wysoka, nie za szybka – jak dla mnie w sam raz.

Za to Spływ Kopalnia Złota …. wiedziałam wcześniej o co chodzi (przed wyjazdem dokładnie prześledziłam stronę internetową Energylandii) więc jako Poli towarzysza przy tym zjeździe wskazałam małżonka. On nic nie podejrzewając, po odczekaniu swojego, a musze przyznać, że w tej kolejce trochę czasu spędził (ok. 45 minut) zapakował się z pierworodną do łódki i … popłynęli.  Trochę się zdziwił kiedy okazało się, że nie jest to spokojny spływ, ale zjazd po torze z naprawdę dużych wysokości przy którym można porządnie się przemoczyć.

Później była jeszcze jedna wodna przejażdżka - Atlantis – spływ czteroosobowymi pontonami momentami rwąca rzeką


Dalej Kolejka Widokowa Samolociki – tu mogliśmy z wysokości podziwiać Energylandię i Monster Attaca – atrakcja fajna dla chłopców, chociaż moje dziewczyny też dobrze się bawiły strzelając z laserowych pistoletów do przeróżnej maści monstrum pojawiających się na naszej drodze.











 Splash Battle – przejażdżka czteroosobowa łódką wyposażoną w armatki wodne, dzięki którym strzelamy do innych uczestników zabawy. Jeśli chcecie się schłodzić w upalny dzień Splash Battle będzie idealne do tego, natomiast jeśli chcecie skorzystać z atrakcji jednocześnie nie mocząc ubrań możecie zaopatrzyć się w peleryny, albo wysuszyć korzystając z turbo suszarek (chociaż z dżinsami to one sobie raczej nie poradzą).



 




No i proszę Państwa nadszedł czas na wspominanego już na wstępie Dragona.

Dragon to wyjątkowy rollercoaster, działający na zasadzie kolejki odwróconej. Skład wagoników znajduje się pod szynami, pasażerowie zaś nie mają pod sobą podwozia, a ich nogi swobodnie zwisają w przestrzeni, co w znacznym stopniu potęguje odczucia w czasie jazdy"  oj potęguje, oj i to jak!

Konstrukcja RMF Dragon Roller-Coastera sięga wysokości prawie 20 metrów( 7 piętro w wieżowcu!!!). Prędkość 75 km/h i przeciążenia dochodzące do prawie 3,5 g oraz wyjątkowy tor jazdy ( nisko nad ziemią i blisko konstrukcji ), prowadzony blisko różnych przeszkód, przez budynki i tunele, to wszystko gwarantują naprawdę dużą dawkę adrenaliny i niesamowite wrażenia”

Ogromnie się cieszę, że nie wiedziałam co mnie na nim czeka i że zdecydowałam się na przejażdżkę, ale jestem pewna, ze drugi raz już bym się nie odważyła. Tak bardzo mocno ściskałam drążki zabezpieczające, że jeszcze bolą mnie ręce jak o tym myślę. Za to Pola była oczywiście zachwycona i kolejny zjazd zaliczyła z tatusiem, którego udało mi się uwiecznić na zdjęciu podczas jazdy – jego mina .... :)
 


Jeśli chodzi o strefę extremalną jedynym urządzeniem z którego skorzystaliśmy było Tsunami Dropper – 40 metrowa wieża zrzutu. OMG! Niesamowite wrażenia! Z krzesłka podrywa. Polka nie chciała z niego schodzić. 



 (moim starym aparatem stojąc tak bardzo daleko, mogę robić takie zbliżenia :) )






Byliśmy jeszcze w kinie 7D – Pyramid Illusion – które akurat na mnie zrobiło najmniejsze wrażenie (wręcz słabo mi się zrobiło i kręciło mi się w głowie), za to zachwycona byłam pokazami zarówno tym na Sali widowiskowej Egipt jak i Sali widowiskowej Colosseo – jak wybierzecie się do Energylandii koniecznie udajcie się na taki pokaz.





 


  video





Tak było. To był bardzo fajny i pozytywny dzień. Jeśli i Wy chcecie troszkę zaszaleć, sprawić mega frajdę swoim dzieciom, a przy okazji sami poczuć się jak dzieci to chyba juz wiecie w którym kierunku się udać - w Energylandii każdy znajdzie coś dla siebie. My spędziliśmy tam 8 godzin nie nudząc się nawet przez chwilkę, z trudem znajdując czas na posiłek.


Przed wyjazdem koniecznie zerknijcie na ich stronę - tam zapoznacie się ze wszystkimi szczegółami TU

































































2 komentarze:

  1. Świetny post. Po przeczytaniu i obejrzeniu zdjęć zrobił mi się taki uśmiech na twarzy :D Świetne masz te dziewczyny i takie różne- Polka szalona artystka, niczego się nie boi, ciągle uśmiechnięta buzia i te iskierki w oczach :D A Klarcia taka ostrożna, logiczna, analityczna, z dystansem i przemyśleniami podchodząca do ważnych kwestii :D Kochane! Wypad świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w punkt! Idealnie! One dokładnie takie są :) Ściskamy! :*

      Usuń