16.09.2015

DESKOROLKA


Rower, rolki, piłka, bieganie, hulajnoga, wspinanie gdzie się da, spadanie, nabijanie siniaków i kolekcjonowanie kolejnych zadrapań - to świat moich dzieci. Poli bardziej, Klary troszkę mniej z racji tego, że Klara jest bardzo delikatna i ostrożna - zanim coś zrobi to najpierw pomyśli jakie mogą być tego następstwa.
Polka to żywioł, przewraca się, wstaje i biegnie dalej, spada z drzewa ogląda stłuczenia i wspina się znowu. Ostatnio upodobała sobie deskorolkę. Poprosiła nas o nią jak miała 5 lat i jak do tej pory jeździła na niej sporadycznie. Za to od wakacji właściwie się z nią nie rozstaje. 
Polka jeździ na klasycznej deskorolce w której wymieniliśmy kółka - małe twarde (idealne do wykonywania trików) wymieniliśmy na duże kauczukowe przeznaczone do jazdy po nierównościach (dużo lepiej się sprawdzają kiedy dziecko dopiero uczy się jeździć). Powierzchnia takiej  klasycznej deski to coś w stylu papieru ściernego dającego lepszą przyczepność.
W planach mamy tzw. fiskhe (to ta żółta na zdjęciach) która jest sporo mniejsza od klasycznej, jest plastikowa, ma  duże, miękkie kółka - właśnie ze względu na kółka i małą przyczepność (brak chropowatej powierzchni) trudno wykonywać na niej jakiekolwiek triki, za to idealnie sprawdza się przy przemieszczaniu się z punktu A do punktu B. Pola twierdzi, że na niej znacznie lepiej się skręca.
Nie wiem, na jak długo starczy jej zapału, jak długo potrwa jej fascynacja, ale póki co deskorolka to Poli number one.

































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz