09.07.2014

MAŁA KSIĄŻKA O ....



Ci którzy śledzą nasz fp na fb wiedzą, że Klarę ostatnio ogarnęły lęki związane ze śmiercią.
Zasypywała mnie tysiącem pytań o to, jak jest w niebie? 
czy są tam domy?
 kto odkurza?
 co się je? 
czy się spotkamy?
czy się rozpoznamy? 
czy już zawsze będziemy razem? 
a co będzie później? po niebie? 
czy zostaniemy tam już na zawsze?

Na wszystkie jej pytania starałam się odpowiedzieć najlepiej jak umiałam, starałam się uspokoić ją i zapewniałam, że będzie nam cudownie i wspaniale, że na pewno się rozpoznamy, że będę na nią czekała i już zawsze będziemy razem. 

Pytania o śmierć są pytaniami niebywale trudnymi, bo tak naprawdę sami nie znamy na nie odpowiedzi. Postanowiłam się wspomóc książką Pernilli Stalfelt pt. "Mała książka o śmierci".
Kiedyś inna książka z tej serii bardzo nam pomogła, ale było to zupełnie inne zagadnienie, dużo łatwiejsze do przerobienia, o wiele łatwiejsze do wyjaśnienia i przede wszystkim takie, o którym dziecko samo może się przekonać jeśli przełamie swoje strach i niechęć. Wtedy chodziło o kupę.
Jeśli chodzi o śmierć możemy przerobić tysiąc publikacji na ten temat, a i tak nie dowiemy się jak to jest, jak będzie …
 
„Książka o śmierci to bardzo poważne i... niepoważne rozmyślania o śmierci. Jak wygląda martwy człowiek? Co się z nami dzieje po śmierci? Czy idziemy do nieba? A może człowiek po śmierci zamienia się w szkielet, który straszy dzieci po nocach? Pernilla Stalfelt z ogromnym wyczuciem, powagą, a jednocześnie odpowiednią dozą humoru odpowiada na wszystkie te pytania, które nurtują dzieci nie od dzisiaj. Książka przybliża i oswaja to najbardziej pewne w życiu wydarzenie, o którym tak trudno mówić. Ta świetna i ciekawie napisana książeczka uświadamia najmłodszym czytelnikom i czytelniczkom, iż wcześniej czy później wszystko, co żywe umiera. A może śmierć mimo wszystko wcale nie jest taka okropna?”

No właśnie … czytałam tą książkę Klarze kilka razy, czy znalazła w niej odpowiedzi na nurtujące ją pytania? Nie. A to dlatego, że w niej tych odpowiedzi nie ma. Są rozważania, są możliwości, są przypuszczenia, ale nie ma gotowych odpowiedzi. No bo nie może ich tam być. Po prostu. O ile "Małą książką o kupie" byłyśmy zachwycone, o tyle ta nie przekonała nas. Ilustracje które są do przyjęcia w tej pierwszej, już w tej drugiej u małych dzieci mogą wywołać jeszcze większy strach: zakrwawiony wampir, szkielet, robaki … Wczoraj wieczorem znowu po nią sięgnęłyśmy, ale po trzech stronach Klara powiedziała „wiesz mamo, poczytajmy już lepiej o kupie” :)

"Małą książkę o kupie" polecam każdemu rodzicowi, którego dziecko ma problem z załatwianiem się. Ostrzegam, że jest to książka dla ludzi o mocnych nerwach ;) większość z Was po pierwszym przekartkowaniu złapie się za głowę i powie „obrzydlistwo!” jestem tego pewna! Sama tak powiedziałam kiedy pierwszy raz wzięłam ja do ręki, ale jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta, tak samo ja uznałam tę książkę za ostatnią deskę ratunku. Nie pamiętam kto mi ja polecił, ale wiem jedno – nasze problemy po tej lekturze odeszły w niepamięć. Książka ta „chodziła” później po wielu moich znajomych i scenariusz zawsze był taki sam: najpierw „ a fuj! zwariowałaś?!”, a później „dziękuje ci!!!!! to był strzał w dziesiątkę”.

"Czy rzeczywiście można napisać całą książkę o kupie, jej zapachach, puszczaniu bąków i jednocześnie zilustrować jej różne kształty i rozmiary?
Taaak! - krzykną dzieci, które się o to zapyta. Ich stosunek do spraw związanych z ciałem graniczy z fascynacją, a przy tym pozbawiony jest wszelkiego wstydu. Jakże często dzieci z dumą pokazują swoje pełne nocniczki. 
Bardzo niewielu dorosłych potrafi mówić, a co dopiero pisać o kupie lub ją rysować. Pernilla Stalfelt zrobiła to pierwsza i to z wielkim sukcesem. Mała książka o kupie zyskała w Szwecji wysoką pozycję wśród literatury dziecięcej i stała się dziecięcym bestsellerem. Być może dzięki temu, że napisana jest prostym, zrozumiałym dla dziecka językiem, a co najważniejsze - bardzo dowcipnie. Treść dopełniają doskonałe, kolorowe obrazki. Autorka bez zażenowania pisze o zatwardzeniu, biegunkach, wizytach w toalecie, o tym, że np. kwiatki i truskawki potrzebują kupy, aby mogły rosnąć, itd. A także o tym, że nawet największe gwiazdy filmowe, modelki z pierwszych stron gazet, piłkarze i królowie, podobnie jak zwykli ludzie - też robią kupę."

A teraz podsumowanie:
kupa - TAK
śmierć - NIE











1 komentarz:

  1. nigdy nie kupiłabym dziecku żadnej z nich a juz stwierdzenie, że po śmierci zmieniamy się w hot doga, nawet u mnie wywołuje szok a co dopiero u dziecka. jezeli chodzi o kupę to nigdy nie mielismy z tym problemów.

    OdpowiedzUsuń