05.06.2014

BEKSA LALA



Od kiedy mam dzieci jestem beksą!
I to jaką! Aż obciach czasami!
Kiedyś  (jak nie miałam jeszcze dzieci) trudno było zmusić mnie do płaczu. Robiło mi się bardzo przykro no widok krzywdy wyrządzanej drugiemu człowiekowi, albo na widok starszych osób sprzedających małe bukieciki kwiatków zerwanych gdzieś tam przy drodze.
Robiło mi się smutno, bardzo smutno, ale nigdy nie płakałam.
A żeby popłakać się na filmie?! Mowy nie ma!

Choćby był nie wiem jak dramatyczny i wzruszający. Moja siostra pół nocy płakała po Spartakusie. Zresztą po Ostatnim Samuraju było to samo, a ja patrzyłam na nią i myślałam „zwariowała czy co?”. (No dobra przyznam się, że raz się na filmie popłakałam, ale to był jeden jedyny raz, miałam wtedy kilkanaście lat i było to na filmie KingKong – jak go ostrzelali i jego serce biło tak głośno, ale coraz wolniej i wolniej aż w końcu przestało – straszne to było).

A teraz, teraz płaczę mam wrażenie ciągle.
Jak moje dzieci śpiewają piosenki i mówią wiersze na przedstawieniach.
Jak jadą na wycieczkę z przedszkolem pochlipuję cichutko.
Jak jadą na wakacje do babci płaczę - głośno (ostatnio tzn. w zeszłym roku, dla bezpieczeństwa Wąż sam je zawiózł do Dziadków bo istniało prawdopodobieństwo, że jak pojadę z nimi to dziewczynki wrócą z nami z powrotem do domu).
Płakać mi się chce jak widzę ich wielką radość
Że nie wspomnę, że jak widzę ich rozpacz to tym bardziej chce mi się płakać razem z nimi.

A jak poszłam do szkoły, do której będzie chodzić Pola, potwierdzić jej zapis i jak mijałam boisko  i maluchy w szatni i szłam tym szkolnym korytarzem to miałam tak ściśnięte gardło, że słowa wymówić nie mogłam. Za to jak wyszłam ze szkoły, pół drogi do domu płakałam.
Przed nami zakończeni roku w przedszkolu (jutro!!!), pożegnanie z przyjaciółmi, Pola jak zaczyna o tym mówić to płakać jej się chce, a jak zaczyna śpiewać piosenkę na nutę „kolorowych jarmarków”, która ma taki tekst
„przedszkola mojego
czasu cudownego
moich kochanych Pań
 i przepysznych dań
kolegów wspaniałych,
przygód niesłychanych
w ogrodzie kwiatów
odkrywania świata"
to płaczmy obie.


No właśnie. Stalo się. Od września Pola idzie do szkoły. Do I klasy. Moja mała Pola. Jeszcze nie dawno mówiła „tot, tupa i Tasia” (zamiast K mówiła T), a teraz ma włożyć plecak z książkami na plecy, kapcie do worka, do śniadaniówki zapakować kanapkę i banana, usiąść w ławce i równo w zeszycie pisać literki, słuchać pani, nie rozmawiać na lekcjach (nie rozmawiać przez 45 minut! ona nie da rady ….) – no płakać mi się chce. I nie dlatego, że idzie do szkoły, tylko dlatego że jak to?! kiedy ona urosła?! to już?!

Przecież ja jeszcze doskonale pamiętam jej pierwszy dzień w żłobku. Pamiętam jakby to było wczoraj. Zaprowadziłam ją na 2 godziny, ona miała wtedy 1,5 roku. Obie płakałyśmy. Ona płakała przez 2 tygodnie, później już wychodzić ze żłobka nie chciała, ale co ja przeżyłam w ciągu tych pierwszych dwóch tygodni … a co ona …. (i pamiętam jak dziś, jak któregoś dnia pani powiedziała, żeby ją przyprowadzał ktoś inny, najlepiej tata, bo ja za bardzo przeżywam no i to bardzo źle wpływa na cały proces adaptacji itd. Kolejne dwa dni zaprowadzał ją mąż, ale jak ją odbierałam usłyszałam, "wiem pani co, czy mogłaby jednak pani przyprowadzać Polę? Niestety mąż przeżywa jeszcze bardziej niż pani" ;) )

I pamiętam jej pierwszy dzień w przedszkolu. Ona nie płakała, płakałam ja. Ona już zahartowana, zadowolona, chciała do dzieci. Ja wzruszona, że ona już taka duża! Że już 3 lata ma! ze taka dzielna jest …

A jak ją zobaczę na rozpoczęciu roku szkolnego w białej bluzce, granatowej spódnicy, podkolanówkach i dwóch warkoczach …. już mi się chce płakać.

Na szczęście głównie to jest płacz taki z radości, z dumy, ale czy ja trochę nie przesadzam?
Czasami sobie myślę, ze to nie jest normalne ...
Nienormalna jestem?!?

















 A na koniec przepis na banalnie proste, za to bardzo smaczne ciacho :)
(ja zrobiłam dla dziewczynek w dniu ich święta)
pieczemy bezę (cztery białka + szklanka cukru)
ubijamy śmietanę (na nasze ciacho 36% 250 ml + odrobina cukru pudru)
wykładamy śmietanę na bezę, układamy truskawki (lepsze by były borówki myślę) i polewamy czekoladą
zjadamy tego samego dnia :)


12 komentarzy:

  1. Jesteś absolutnie w stu procentach normalna :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To jeszcze nic ja płakałam na horrorze :D kolezanka chyba przez tydzień....a nie ona do teraz sie ze mnie z tego smieje :D
    Kurcze jak ostatnio mowilam mezowi ze Nasza Starsza musi miec biurko ze zmienia przedszkole strzelil niezle zdziwko jak to JUZ SZOK !!
    Piekne masz te dziewczyny :D
    www.babyciuszkolandia.blogspot.com Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Dziękuję!
      uwielbiam horrory! mój ulubiony gatunek :)
      a no szok! ja ciągle jestem w tym stanie jak o tym myślę :)
      pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja chyba jestem bardziej nienormalna:) bo czytam to co napisałaś i już ryczeć mi się chce, bo dokładnie wiem o czym mówisz, mam tak samo:) Też kiedyś nie byłam taka płaczliwa, no, płakałam widząc jak zwierzętom dzieje się krzywda, chociaż na Kingkongu płaczę do dziś w tym samym momencie co Ty. Teraz jestem mamą chłopca i dziewczynki i wzruszam się co chwilę i mam wrażenie , że wyję non stop.Też za chwilę czeka nas pożegnanie przedszkola i też we wrześniu moja 6letnia córa będzie pierwszoklasistką. Ten płacz to raczej rodzaj wrażliwości i ogromne serce dla naszych dzieci, tak myślę :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mi dobrze to czytać .... oj jak dobrze wiedzieć, że ze mną wszystko OK
      ściskam!

      Usuń
  4. Hahaha! Uśmiałam się - sorry ;) U nas było dokładnie tak samo z odprowadzaniem Agaty do żłobka! Ja płakałam (za drzwiami nasłuchując ile Ona będzie płakać - o dziwko płakała kilka sekund po moim wyjściu a ja całą drogę do pracy :P). A jak mąż ją zaprowadzał, to nie mogli oderwać Agatki od niego, bo on bardzo przeżywał i Agata to wyczuwała i był klops...
    A co do płaczu to ja mam odwrotnie - odkąd urodziłam Agatkę to jestem taką znieczulicą czasami, a kiedyś płakałam non stop ;)
    Gosia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, ja to już sama nie wiem czy śmiać się czy płakać ...
      Twardziele z tych naszych facetów, nie ma co!

      Usuń
  5. To sobie wyobraź że ja czytając to się poryczałam...bo syt.jestem takiej samej...bo dziecko moje też od września pierwszakiem będzie.Miękka ja strasznie...aż wstyd mi czasami.
    Mam identycznie jak Ty...cóż co dwie beksy to nie jedna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okazuje się, że jest nas - beks takich - całkiem sporo :)
      tak więc przybijam piątkę z każdą beksą i życzę i Tobie i sobie, żebyśmy jakoś przetrwały tego 1 września
      pozdrawiam!

      Usuń
  6. "wie pani co, czy mogłaby jednak pani przyprowadzać Polę? Niestety mąż przeżywa jeszcze bardziej niż pani" aż się śmieję jak głupia heheh
    a tak poza tym ja też ryczę więcej i częściej niż kiedy dzieci nie było... :)

    OdpowiedzUsuń