19.01.2014

Z GÓRKI NA PAZURKI



Dziś wybraliśmy się z dziewczynkami na sanki. Matko, co ja tam przeżyłam. Pomimo podwójnych rękawiczek dłonie zmarzły mi tak szybko i tak bardzo łupało mnie w koniuszkach palców, że myślałam, że będę płakała! Stałam tam, patrzyłam na moje szalejące dzieci i zastanawiałam się JAK ONE TAK MOGĄ????
Patrzyłam na mojego Węża, który wściekał się z nimi i jak pomyślałam, że pod dżinsami nie ma on nic (ja miałam leginsy, a i tak mi było przeraźliwie zimno) do tego oddał mi swoje rękawiczki bo tylko w nich mogłam mieć dłonie ściśnięte w pięści (wtedy koniuszki mniej bolały) to jeszcze bardziej było mi zimno i jeszcze bardziej chciało mi się płakać. Wiem, że gdybym zaczęła biegać razem  z nimi to pewnie bym się rozgrzała, ale nie byłam w stanie! 
Ale wiecie co stałam tam, płakać mi się z zimna chciało, ale jednocześnie tak jakoś ciepło na sercu mi sie zrobiło ... bo ten mój Wąż ... to wspaniały ojciec. Taki co w morzu przesiedzi z Polką cały dzień (ja nie wchodzę, bo wiadomo, woda za zimna), taki co zmęczony po pracy na basen pójdzie, na rower wyjdzie, bałwana ulepi wracając do domu i na balkonie postawi, żeby się dzieci cieszyły, taki co na sankach bez rękawiczek będzie  zjeżdżał mimo że pada marznący deszcz ze śniegiem, a wygłupia się z dziewczynkami tak, że mnie często złość bierze - że się przewrócą, upadną i zęba wybiją, a one śmieją się z nim do łez. 
























4 komentarze:

  1. Zazdro! U Was podwojna kochana!! Za ten śnieg i te bałwany na balkonie...
    Całujemy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow ale biało !
    U Nas suchutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biało i zimno i mokro! Wąż po wypadzie saneczkowym chory :(

      Usuń