31.01.2014

OH MY GOD!



Witajcie w Centrum Nauki Kopernik.

Ale nie o Centrum będę dziś pisała. O nim wszystkiego dowiecie się na ich stronie http://www.kopernik.org.pl.

Napisze Wam o tym, że .... PRZEDSZKOLANKĄ TO JA BYM BYĆ NIE MOGŁA!


Kocham dzieci, wiadomo, najbardziej te moje własne osobiste, ale cudze też są OK. No ale na litość boską nie w takiej ilości i nie w zimowych ubraniach!
Na wycieczkę zgłosiłam się sama. Nikt mnie nie przymuszał. Chciałam pomóc Paniom i zobaczyć jak takie wyjście wygląda. No i zobaczyłam!

Przejście od przedszkola do autokaru jakieś .... (pamiętacie, ze mam problemy z określaniem odleglości? ;) ) no powiedzmy 50 m trwało i trwało i trwało. Dzieciom się nie śpieszyło, im nie było zimno, ona musiały się porozglądać, pozamieniać parami i tak sobie maszerowały swoim ślimaczym tempem ... i to nic że np. ja zamarzałam, to nic ...
Doszliśmy. Do autokaru. Dzieciaczki wsiadają (właściwie to są wsadzane - zbyt wysokie schodki), pomalutku, ostrożnie, nikt ich nie pospiesza, Olek płacze. Ale jak! Łzy jak grochy prawie zamarzają mu na twarzy, ojciec prosi, namawia i zachęca. Olek płacze coraz głośniej. Ojciec tłumaczy coraz bardziej nerwowo - do pracy jest już spóźniony i ja go rozumiem. To znaczy rozumiem i Olka i ojca Olka, chociaż Olka trochę mniej, a ojca trochę bardziej. Bo moja Klara też tak płakała, długo płakała - od września do grudnia codziennie - tylko rano, tylko w szatni i tylko do czasu wejścia na salę, ale płakała. I mnie też czasami nerwy puszczały, no bo ileż można! A okazuje się że można i to bardzo długo! I to nic, że z przedszkola wychodzić nie chciała i codziennie mówiła "ale ja gapa jestem! jutro to ja płakać nie będę!". Codziennie po południu to powtarzała, i codziennie rano płakała. Ale już nie płacze - ufffff.

No ale wracając do Olka, usiadł na pierwszym fotelu, w rzędzie obok mnie. I płacze. Rozpacza wręcz. Mi mało brakuje, żeby płakać razem z nim, ale że się wstydzę, to się powstrzymuję i starałam się zająć go rozmową, ale on ciągle powtarzał "ja chcę do tatusia". Autokar ruszył a Olek "ja chcę do tatusia, ja chcę do tatusia, ja chcę do tatusia, o! karetka jedzie! Pani! (to do mnie) karetka jedzie!". Dzięki ci karetko! Olek przestał płakać. W drodze do Centrum opowiadał mi o karetkach, o szpitalu i że od Mikołaja dostał super koparkę! Extra!
Dojechaliśmy. Od autokaru do wejścia do Centrum jakieś .... 100 m no i wtedy to już naprawdę mało co nie zamarzłam. Nawet pomyślałam, ze jak my w tym tempie będziemy tam szli, to już nie mamy po co tam iść bo nasz czas zaraz się skończy. Doszliśmy. Dzieci trzeba porozbierać. Spoko, ściągamy po kolei całą zimową odzież, zakładamy specjalne opaski na ręce (nie wszyskie dzieci na to się godzą) i idziemy do sali Bzzzzz. "Przestrzeń stymulująca do nieskrępowanego eksperymentowania. Pełna wolność w odkrywaniu świata. Tu eksperymentują mali ludzie angażując wszystkie zmysły, bez najmniejszych oporów, bez wstydu przed pomyłką. Napędza ich wyłącznie ciekawość. Zainspiruj się, obudź w sobie dziecięcy entuzjazm."  - to ze strony centrum - i jeszcze tak " W trakcie eksperymentów na eksponacie wodnym dzieci mogą się zachlapać. Proponujemy zabranie ubrań na zmianę."
Acha! To po to te plecaki z ubraniami! Nie pytajcie co tam się działo! Istne szaleństwo! Nawet Olek biegał jak szalony. Klara zachwycona, ale zachowująca bezpieczną odległość, tzn. taką, co by mnie stale i wciąż "na oku" mieć.
Po godzinie zabaw i robieniu przeróżnych eksperymentów wodnych nadszedł czas  powrotu. Wszyscy idą zrobić siusiu (wszyscy!), bliźniaczki nie chcą wyjść i Pani musi je nieść, i to nic, że obie ważą pewnie tyle samo co Pani, to nic. Najgorsze było przed nami. Przebranie całej gromady z mokrych ubrań i poubieranie ich znowu w kombinezony, czapki, rękawiczki i inne tego typu. I zaczęło się "gdzie moja czapka? to nie mój szalik! czyj to but? gdzie jest Ala? Klara nie odchodź! gorąco mi! zimno mi! pić mi się chce!".
Patrzyłam na te dzieci i na te ich Panie i sobie myślałam "oh, my God!". Jaką one muszą mieć cierpliwość,  ile w nich musi być dobroci, wyrozumiałości i spokoju! Przecież one spędzają z naszymi dziećmi całe dnie! Codziennie wychodzą z nimi na spacer, układają do snu, czytają książeczki, śpiewają piosenki, karmią jak trzeba, opiekują się nimi! Całą gromadką! A dzieci są różne, maja gorsze i lepsze dni. Podziwiam je bardzo! Uważam, że powinny zarabiać 5 razy tyle co zarabiają!


A tak było w CNK.
Na pewno tam wrócę z moimi dziewczynkami.


















dłonie Klarci :)



Klarcia ma na sobie leginsy H&M, buty Smyk, bluzę ML ;) modna-laleczka ;)

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam z zapartym tchem:) nie żartuje, i dzięki Ci za ten post, bo sama bym tego lepiej nie opisała:) poczułam się dowartościowana - dziś po dwutygodniowej przerwie wróciłam do moich przedszkolaków (sztuk 28:):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Centrum kopernika korci mnie coraz bardziej, szkoda ze tak daleko ale trzeba sie bedzie kiedys wybrac
    Rowniez nie wyobrazam siebie w roli przedszkolanki
    Twoj opis daje jasny obraz-do tego zawodu trzeba miec zamilowanie, inaczej sie nie da :)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mało osób ma dobre zdanie o nauczycielach czy przedszkolankach, chwala Ci za to.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bardzo chciałabym być przedszkola ją :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przedszkolanką tzn. Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. haha! A to miałaś dzień! To jeszcze proponuje dzień w mojej szkole - od razu dasz mi podwyżkę i będziesz każdego ochraniać, kto mi tych ferii zaluje ;o) Autficik Klary super super!

    OdpowiedzUsuń