30.12.2013

CIĘŻKIE TO ŻYCIE!



Wszyscy robią podsumowanie kończącego się roku, co było fajne, a co mniej fajne więc ja .... ja nie zrobię!
Był jaki był, a ten nadchodzący niech nie będzie gorszy to będzie OK.

Wybrałam się dziś do stomatologa. 
Na miejscu okazało sie, że wizyta odwołana więc pomyślałam sobie - co by tu zrobić z takim pięknym wieczorem (godz. 19.50). Rodzina nie spodziewa się mnie w domu w przeciągu najbliższej godzin więc pójdę gdzieś sobie! A co! Zaszaleję! 
Zrobię zakupy spożywcze! A co!
Tak bez pośpiechu kupię mleko, danonki i może jeszcze jakiś drobiażdżek i pochodzę sobie sama.
 Idę. 
I powiem mojej koleżance, że byłam w sklepie "na nogach"!
 Otoczenie zarzuca mi że wszędzie "tyłek wożę", nawet do sklapu do którego mam jakieś .... no właśnie nie wiem ile bo nie wiedzieć czemu wciąż mam problemy z mierzeniem odlgłości od punktu A do punktu B. Jak jedziemy nad morze i czytam że do plaży będzie dajmy na to 600 metrów to zawsze pytam Węża " to jak od nas dokąd?". Może to i obciach, no ale tak mam. Chociaż od kiedy jeżdżę autem używając Pani Tereski (nawigacji) z pomiarami odległości jest coraz lepiej, bo ona ciągle mówi: za 500 metrów skręć w lewo, za 200 metrów skręć, za 100 metrów  skręć, skręcaj! Dziękuję Pani, Pani Teresko. 
Wracając do tematu. Blisko nas (naszego miejsca zamieszkania) mam dwa sklepy: bliżej Biedronkę - jakieś .... zapytam Wężą, chociaż myślę że jakieś 800 metrów (Wąż mówi że 500) i trochę dalej Almę (myślałam że z 1000, ale Wąż mówi że ok. 600 - nie wierzę mu) i zawsze tam jadę samochodem, ale nie spod domu (no dobra zdarza się i tak) jadę dlatego, że akurat wracam z pracy, albo  z basenu albo za jakiegoś innego miejsca.
No to dziś idę na pieszo i pochwalę się tym koleżance z pracy (ona dziwi sie najbardziej, że ja wszędzie jeżdżę samochodem). Idę sobie, idę, rozmyślam - i to akurat nie jest najlepsze bo różne głupoty mi do głowy przychodzą, więc staram się nie myśleć za dużo. Dochodzę do sklepu. Wchodzę, biorę koszyk, przedzieram sie przez tłumy (o tej porze! o tej porze powinno być tam już pusto!) i udaję się w kierunku tego mleka po które przyszłam i tych danonków. Po drodze biorę kilka innych "drobiazgów" i ląduję przy kasie. Pani nabija produkty na kasę, a ja tylko dobieram reklamówki. Płacę i sobie myślę: i co teraz?  Pan ochroniarz uśmiecha sie przyjaźnie do mnie i mówi: ale nie przyszła Pani na pieszo? Pani przyszła - odpowiadam. 
Nie mądra Pani przyszła na pieszo! Spaceru jej się zachciało! Zanim pokonałam trasę pod blok ręce miałam wyciągnięte do ziemi! siatki powrzynały mi się w palce! myślałam, że ich nie doniosę. I lepiej, żebyście nie wiedziały co sobie myślałam niosąc te siatki i jakich słów przy tym używałam (na szczęście w myślach)!  A może ja je głośno mówiłam .... kilka osób sie za mną oglądało i bynajmniej nie dlatego, że super laska ze mnie ... pewnie było im mnie żal. Tak, na pewno.Już wiem dlaczego ja na zakupy jadę autem. Bo mojego zakupy nigdy nie kończą sie na mleku i serkach! Właśnie dlatego! A jeszcze jestem taka naiwna .... wyszłam ze sklepu i rozglądam sie po parkingu w nadziei, że może Wąż - przecież mnie zna i powinien sie spodziewać, ze moje zakupy będą ciut większe i cięższe niż planowałam - domyślił się i przyjechał po mnie, co bym dzwigać nie musiała! Ale nie, nie domyślił się. On nigdy nie domyśla się wtedy, kiedy bym tego od niego oczekiwała - nigdy! Za to potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Jak oni to robią?!

No to tak wyglądał w skrócie mój wieczorny "spacer farmera" (to taka dyscyplina powiedzmy sportowa - dźwiganie ciężarów). Już bym wolałą siedzieć u dentysty i nawet w kanałach dałbym sobie pogrzebać!
Jedno jest pewne, niech gadają, a ja będę dalej "tyłek wozić" do spożywczaka! 

Miałam Wam pokazać jak raczyłyśmy się dziś z Klarą kawką z mleczkiem, a tymczasem żale tu wylewam, wybaczcie, ale musiałam to z siebie wyrzucić!

To teraz nasza kawa. Wiadomo było, że do kawy zasiądziemy dopiero jak panna Klara będzie miała odpowiedni strój, czyli bluzkę, spódnicę i opaskę na wzór Zuzanny. Usiadłam, uszyłam (zwężając kilka razy - Boze jaka ona jest chuda!) i poszłam na imprezę. Był kurczak pieczony, tarta z owocami no i kawa oczywiście. A moja córka poważna, jak by od tego nasze życie zależało! Do tego zwracająca uwagę na najdrobniesze szczegóły: nie dojadłaś kurczaka (taaaaa), nie pomieszałaś kawki (przepraszam, już mieszam), poczekaj! (krzyknęła, aż sie przestraszyłam) jeszcze ci mleczka nie wlałam! (mało się nie zachłysnęłam).
Ale fajnie było, a kawa .... była wyśmienita! Ale wiadomo, w towarzystwie moich córek to ja i przeterminowany kefir bym wypiła! i pewnie by mi jeszcze smakował! (a fuj!).














Strój Klary - mama, buty H&M
Strój Zuzanny - mama, skarpety nie wiem kto dziergał, ale nie ja!

8 komentarzy:

  1. Zabawa jak widać musiała być przednia

    OdpowiedzUsuń
  2. A co do zakupów to jakbyś opisała mnie. Zawsze ide po dwie trzy rzeczy, a wychodzę z trzema siatami i wkurzam się że nie wzięłam samochodu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) no właśnie .... tak to jest z tymi zakupami :) ja już bez auta się nie ruszam! koniec i kropka! :)

      Usuń
  3. a już myślałam, że się przekonasz do spacerków a później doczytałam do końca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do spacerków po parku jak najbardziej TAK! ale do spacerków do sklepu NEVER! :)

      Usuń
  4. Uśmiałam się...rewelacyjny wpis :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak byś targała te siaty to by Ci nie było do śmiechu! :)

      Usuń
  5. Ja nie mobilna, więc taszczyć muszę wszystko sama. Czuję twój ból. Jak mężo na weekendy to zawsze robię większe zakupy, żeby później nie nosić. A i tak targam potem kilkukilogramowe siaty.

    OdpowiedzUsuń