12.07.2013

NIE PO DRODZE ...



No niestety, jakoś nie po drodze mi ostatnio z blogiem.  Ledwo zaczęłam coś tam bazgrać, pełna chęci i pomysłów – mimo, że pisać nie umiem totalnie, a tu totalny brak czasu! W sumie, to czego ja oczekiwałam, skoro mój dzień wygląda mniej-więcej tak. Niestety więcej, niż mniej.
Pobudka skoro świt (najpóźniej 5.30) wyszykować sztuki trzy – jedna do pracy, jedna do przedszkola, jedna do żłobka – aaaaaa, zastanawiacie się pewnie gdzie jest mąż w tym czasie? Otóż on o tej porze jest już w drodze do pracy. Ja w dalszej kolejności rozwożę towarzystwo do miejsc docelowych, sama zaś udaję się do pracy. Po 16 zbieram towarzystwo i najczęściej wracamy do domu, gdzie nie muszę mówić co robię, bo każda z Was dokładnie wie co „należy do kobiecych obowiązków”. Zazwyczaj wygląda to tak jak powyżej, ale czasami np. wczoraj było tak, że jadę z Polą na casting i wracamy do domu przed 20, więc nie mam ani czasu ani ochoty na NIC! Uwierzcie mi totalnie na nic! A przecież w domu są dwie pary wodzących za mną oczu (o trzeciej, mężowej parze nie wspominam), które chciałby by po całym dniu patrzenia na „ciocię Agatę” i „panią Grażynkę” popatrzeć trochę na „maminę” i to najlepiej z bardzo bliska (nos w nos) i najlepiej obie na raz. Na szczęście do pedantek to ja nie należę (na szczęście dla moich dzieci i na nieszczęście dla mojego męża pedanta) więc czas który mam spędzić na polerowaniu kuchennych płytek spędzam oko w oko, nos w nos z moimi ukochanymi laleczkami! O! tak a propos, zapytałam dziś Klarę w drodze do żłobka, kim chciałaby być jak będzie już duża, a ona bardzo poważnie odpowiedziała mi tak „laleczką z saskiej porcelany”. Hmmmm

Miał być wpis modowy i co? I gdzie on jest? Nie ma, ale będzie. Wymyśliłyśmy już temat przewodni i nasze plany na najbliższy czas to – SESJA ZDJĘIOWA! Ja to wszytko jeszcze nadrobię, bo blog ma być o dziecięcej modzie, a tymczasem jest o wszystkim tylko nie o modzie.

No to na koniec kilka zdjęć Poli jak była malutka.










1 komentarz: