12.07.2013

MUSTACHE (przeniesiony)



A tak było dzisiaj na Mustache Warsaw: Yard Sale vol. 9.
Dziki tłum ludzi i cała masa wystawców.
Rzeczy fajne i bardzo fajne, bardzo oryginalne, takie, których z pewnością nie kupimy i nie zobaczymy w sieciówkach. Wszystkiego mnóstwo, ale ja miałam wrażenie, ze na większości stanowisk to samo – szara, dresowa dzianina a z nich: bluzy, bluzeczki, spodnie, spodenki spódnice maxi i mini, czapki.
Szarości przeplatały się z mega barwną odzieżą z nadrukami – kolorowe koszulki, bluzy i legginsy. Piękna biżuteria handmade – na tych stoiskach spędziłyśmy z Polą najwięcej czasu. Polę urzekły wyroby Lemon Lovely i zażyczyła sobie kolczyki „ciasteczkowego potwora”, ale żeby było ciekawiej to wymyśliła sobie, że chce mieć jeden kolczyk z nagryzionym ciasteczkiem a drugi potworka.
/Wróciła z kolczykami w uszach, bardzo zadowolona z siebie, że taka pomysłowa jest, ale po komentarzu Klary, jej entuzjazm troszkę przygasł … Klara przyjrzała się uważnie kolczykom i skwitowała je w ten oto sposób „wiesz Pola, ten brązowy (ciasteczko) wygląda jak kupa”.
Bez komentarza ;)/
No i przyznam Wam się z czym jeszcze wróciłyśmy …
Z bluzkami, których normalnie pewnie bym nie kupiła (nie dlatego że mi się nie podobają, ale dlatego, ze wszyscy już je mają), ale jak zobaczyłam, przymierzyłam Poli, to Pola nie chciała jej zdjąć, a ja …. ja też nie chciałam ściągać z niej tej bluzki.
Szara dzianina :) prostota do bólu :) lekka, miła i wygodna :) … tunika maby4baby ozdobiona niebieskim sercem, ze sznurkiem w pasie. To taki ciuszek w naszym stylu. Bardzo prosty, a jednocześnie mający „coś” w sobie. Dla Klary wybrałyśmy maby4baby z białym kotkiem.
Gdybym ich nie zobaczyła „na żywo” nie kupiłabym ich, ale przyznam się, że bardzo trafiają w mój gust i nie wykluczam, ze jeszcze jakieś inne znajdą się u nas w szafie.
Ogólnie bardzo fajnie spędzony czas. Fajne miejsce, pozytywni ludzie, piękne rzeczy, smaczne jedzenie, dobra muzyka.
My później wybrałyśmy się na lody, na spacer, a na koniec, kiedy po raz kolejny przyglądałyśmy się zdjęciom z automatu usłyszałam od mojego dziecka „wiesz, to był najwspanialszy dzień w moim życiu”. Wyznanie to wprawiło mnie w ogromne osłupienie, ponieważ uważam, że było wiele innych dni które należałoby nazwać „najwspanialszymi w naszym życiu”, ale myślę, że Poli potrzeby był czas kiedy mogłyśmy spędzić go tylko we dwie. A ja? Powiem Wam, że świetnie się z nią bawiłam.






























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz